|
DIA Poland powstało w 2000 roku w celu rozwijania inicjatyw oraz postaw sprzyjających bezpieczeństwu ruchu drogowego jako polskie ramię Driving Instructors Association. Głównymi celami stowarzyszenia są: • Promowanie interesów wszystkich zaangażowanych w profesjonalne szkolenie kierowców. • Podwyższenie standardu wyszkolenia użytkowników dróg. • Zwiększenie świadomości dotyczącej bezpieczeństwa na drogach wszystkich uczestników ruchu. Rekomendacja Q-Mobil: |
|
| Więcej >> |
|
Bardzo profesjonalne i sympatyczne jazdy doszkalające. POLECAM Zrobiłem cały kurs B u Kuby, moja żona wzięła kilka jazd doszkalających - oboje jesteśmy SUPER ZADOWOLENI! Z Kubą jeździ się przyjemnie, bezstresowo, Kuba jest w stanie każdego (dosłownie KAŻDEGO) nauczyć świetnie jeździć! POLECAM!!! Pan Kuba jest prawdziwym geniuszem nauki jazdy!!! Kurs robiłem gdzie indziej i oblałem. Wziąłem jazdy u Pana Kuby i zdałem! W trakcie kilku spotkań nauczyłem się więcej niż na całym kursie. WSZYSTKIM POLECAM GORĄCO!!!! NAJLEPSZY INSTRUKTOR Z JAKIM JEŹDZIŁAM POLECAM GORĄCO. Najlepszy Instruktor na świecie!! Wyjątkowo cierpliwy, pogodny i najważniejsze że potrafi wytłumaczyć jak dobrze jeździć!! Gorąco polecam i cieplutko pozdrawiam!! Jutro egzamin :) Sympatyczniejszego człowieka w życiu jeszcze nie spotakłem :).Wiele dały mi 2 godziny jazd doszkalających.Zdałem za pierwszym razem.Gorąco Polecam jazdy u Pana |
|
| Więcej >> |
Jak było na egzaminie?
Opisz swój egzamin, podziel się wrażeniami: W którym WORD zdawałaś/eś, jaką trasą jechałaś/eś, czy były jakieś niespodzianki na trasie, oceń egzaminatora, o co pytał, czego wymagał, jakie popełniłaś/eś błędy? itp.
Administrator strony nie bierze odpowiedzialności za treść komentarzy. Zastrzega sobie jednak prawo do usuwania komentarzy obraźliwych i sprzecznych z prawem.
| |||||
| |||||
| |||||
| |||||
| |||||












Komentarze
w sobotę o 6.00 rano (swoją drogą polecam tę godzinę bo jest mniej nieprzewidziany ch sytuacji - choć mnie wyskoczył pies przed maskę ;) ).
Szkołę Qmobil oraz Kubę jako instruktora polecił mi brat mówiąc, że więcej się nauczył na 4h doszkalania w Qmobil niż przez 30h w swojej pierwszej szkole.
Nie wiem ile błędów popełniłem, gdyż egzaminator ograniczył się jedynie do wydawania poleceń. Na koniec zapytał tylko czy miałem już prawo jazdy. Odpowiedziałem, że nie co egzaminator skwitował, że w połowie musiał mnie stres opuścić bo początek był bardzo słaby.
Takie też było moje odczucie - najpierw ogromny stres, który stopniowo odpuszczał. Starałem się wtedy jechać jak najspokojniej, żeby mieć czas wszystko ogarnąć. Jak zrobiłem coś głupiego powoli korygować i najważniejsze... cały czas się rozglądać na wszystkie strony i kontrolować otoczenie.
Podczas kolejnych zadań wracały do mnie wszystkie błędy jakie popełniłem podczas szkolenia i przypomniały mi się wszystkie te momenty kiedy Kuba ciepliwie odpowiadał na stosy powtarzających się pytań "A co jeśli...?" (te 50h robi swoje... naprawdę!) Dalej jechałem już jak automat i mimo, że pakowałem się w jakieś sytuacje, w któych należało zareagować - robiłem to co trzeba wyuczonym spokojnym ruchem.
Chciałem w tym miejscu również serdecznie pozdrowić i podziękować panu Piotrowi, z którym przejeździłem tylko 4 ale niezwykle ciekawe i pouczające godziny oraz - co równie ważne - zobaczyłem jak "chodzi" inny samochód żeby nie przyzwyczajać się np. do jednego sprzęgła tylko starać się wyczuć samochód.
Podsumowując zdany egzamin za pierwszym podejściem jest w całości zasługą Pana Jakuba i Pana Piotra, gdyż początki były - w moim odczuciu - trudne.
Nie wierzyłem, że jestem w stanie zdać za pierwszym razem.
Panowie! Wielki Szacunek dla Was!
Jeszcze raz dziękuję i do zobaczenia.
Wszystkie egzaminy zdawałem w WORD Radarowa
Przy wyjeżdżaniu z małej podporządkowane j uliczki w Al. Krakowską, na której był korek, wpuścił mnie kierowca ciężarówki. Idąc za radą Pana Kuby, powiedziałem, że korzystam z uprzejmości kierowcy, bo inaczej wjazd będzie prawie niemożliwy i niebezpieczny. Pojechałem i tylko czekałem, czy nie wciśnie hamulca :) Na szczęście nic nie mówił ;).
Druga sytuacja to "hamowanie do zatrzymania we wskazanym miejscu z prędkości 50 km/h". Zawsze ćwiczyliśmy to na Księcia Trojdena i tam też musiałem to zrobić na egzaminie. Egzaminator bardzo jasno wskazał, gdzie mam się zatrzymać. Sęk w tym, że na kursie w zasadzie zawsze robiłem to zadanie nie do końca dobrze. Jednak na egzaminie jakbym usłyszał Pana Kubę - "zatrzymuj się jeszcze bliżej krawężnika" (na kursie powtarzane z anielską cierpliowością kilkanaście razy :) i tak też na egzaminie postąpiłem ;).
Radzę zatem słuchać KAŻDEJ rady instruktora, bo jak przyjdzie do egzaminu, to będzie już dużo łatwiej.
Szkoda tylko, że jeszcze nikt nie wymyślił lekarstwa na stres, bo chyba nawet maturę pisałem bardziej wyluzowany, niż zdawałem ten egzamin :) Na szczęście dzięki wspaniale prowadzonemu kursowi wiedziałem, że nic nie może mnie zaskoczyć.
P.S. Z tego co zauważyłem, egzaminatorzy z Radarowej bardzo lubią skręcanie w lewo z Mołdawskiej w Pruszkowską (trzeba uważać na długą linię ciągłą, ale o tym Pan Kuba już Wam nie da zapomnieć) ;D
powodzenia!
Po ukończonym kursie w Q-Mobil czułam, że jestem dobrze przygotowana i bać się nie muszę, a przynajmniej nie powinnam ;-).
Oczywiście nerwy były - może dlatego, że był to mój pierwszy tego rodzaju egzamin. Teorii można się nauczyć, natomiast praktyka może nas zaskoczyć. Ulica jest bowiem nieprzewidywaln a.
Egzamin miałam na ul. Radarowej. Pogoda nie była sprzyjająca, ponieważ padał deszcz.
Egzaminowała mnie kobieta. Moje pierwsze zadanie polegało na sprawdzeniu świateł cofania. Następnie miałam otworzyć maskę samochodu i pokazać, gdzie jest płyn do spryskiwaczy.
I ja z tych nerwów otworzyłam...bagażnik. Patrzę ze zdziwieniem, a tam pusto, nie ma silnika!!! Dopiero po chwili zorientowałam się, że zamiast na przód, poszłam na tył samochodu :-).
Kiedy już się troszkę uspokoiłam, wykonałam zadanie do końca, tym razem prawidłowo ;-).
Jazda po łuku poszła mi świetnie, tor jest szeroki, więc zadanie to nie jest trudne. "Górka" też nie sprawiła mi żadnych problemów.
Pojechaliśmy zatem na miasto.
I w tym miejscu muszę uspokoić wszystkich przyszłych zdających: to naprawdę nie jest nic trudnego.
Egzaminator wydaje polecania z wyprzedzeniem, nie w ostatniej chwili, tak więc mamy czas na zastanowienie, jak dany manewr należy wykonać, jak trzeba pojechać.
Warto jechać spokojnie, bez nerwowych ruchów, bez większych emocji - wtedy każde zadanie sprawnie i dobrze wykonamy.
Myślę też, ze przyda się pewnego rodzaju asekuracja na drodze: nie róbmy nic za szybko, zbyt pochopnie. Warto poczekać, niż pojechać za szybko i zajechać komuś drogę, wymusić pierwszeństwo.
Jeśli na przykład w małej uliczce jedzie przed nami auto i razem nie mamy szans zmieścić się na drodze, lepiej stanąć z boku i przepuścić innego kierowcę. To zawsze się sprawdza na egzaminie (zresztą w życiu też ;-))
Mój egzamin w zasadzie przebiegł spokojnie, wykonałam wszystkie polecenia egzaminatorki. Jak wjechaliśmy do WORD-u byłam przekonana, że zdałam.
I rzeczywiście: ZDAŁAM :-). Egzaminatorka powiedziała: "rzadko to mówię ,ale nie mam żadnych uwag". Byłam szczęśliwa, tym bardziej, że nie tak dawno (jeszcze przed rozpoczęciem kursu) myślałam, że należę do grona ludzi ,którzy nie nadają się na kierowców. Na początku kursu robiłam rażące błędy, a każde większe skrzyżowanie mnie przerażało.
Po ukończonym kursie i zdaniu egzaminu, jestem pewna, że będę dobrym kierowcą. W tym miejscu chcę podziękować mojemu instruktorowi - gdyby nie on, na pewno nie zdałabym egzaminu za pierwszym podejściem. To on nauczył mnie prawidłowej i bezpiecznej jazdy i to w taki sposób, który pozwolił mi na tak dobry wynik egzaminu. Wielkie dzięki :-).
I ja postaram się pokrótce opisać, doświadczenie, jakim jest niezdany egzamin na prawo jazdy kat.B
Egzamin miał miejsce w Warszawie na ul. Odlewniczej, ehhh. Wszystko szło dobrze, do czasu, oczywiście. Na trasie Łabiszyńska dostałam polecenie jazdy prosto przez rondo, a za nim skręcić w prawo w ul. Artyleryjną. Po około 60 metrach miałam zawrócić i skręcić w lewo w ul. Łabiszyńską.
Jak powiedział, tak posłusznie, skora byłam w rzeczy samej uczynic. Zawróciłam podręcznikowo, gotowa do skrętu w Łabiszynską, włączam lewy kierunkowskaz i stoję. Widzę samochód z niepewną, filigranową panią, więc zgodnie z zasada prawej ręki i znakiem pierwszeństwa łamanego, dumnie streczącym (a nie, wbrew pozorom, z wrodzonej szlachetności) stoję spokojnie i udzielam pierwszeństwa.
Pani owa, niestety, ani myśli jechać! Poczułam się niepewnie, pytam więc egzaminatora:
– czy mogę wykonać pana polecenie, choć pierwszeństwo ma samochód, którego
kierowca, nie wykazuję chęci skorzystania z niego ?
– to pani jest kierowcą, proszę decydować – cieplutko odpowiedział:)
Jadę! – pomyślałam. Zaraz jednak zreflektowałam się,pomyslałam - obleje mnie za wymuszenie pierwszeństwa. Stoję więc dalej, niczym pani w samochodzie naprzeciwko. Pytam więc egzaminatora:
– czy mogę wskazać ręką pierwszeństwo przejazdu pani z naprzeciwka?
– a czy to pani jest od kierowania ruchem? –
Stoimy więc dalej. I ja, i obgadywana pani, i ludzie w samochodach za mną, bo przecież spowodowałam niezły zator. Dźwięk klaksonów do dziś brzęczy mi w uszach!
Mylnie pomyslałam, ze obleje mnie zaraz za utrudnianie ruchu, więc ruszyłam. Tuż po skręcie, egzaminator chwycił kierownicę, polecił wrzucić prawy kierunkowskaz, czli kierować się na ul. Toruńską.Za jego dyrygenturą, wjechałam na chodnik , po czym oświadczył : niestety, egzamin przerywamy z powodu wymuszenia pierwszenstwa przejazdu, oczywiście z wynikiem negatywnym.Co miałam zrobić według egzaminatora?-Stać tak długo, aż kobieta zjedzie ze skrzyżowania.
Zapytany o tę sytuację instruktor, stwierdził, podpierając sie przepisami i ich skrupulatną interpretacją, że wymuszenie pierwszeństwa ma miejsce tylko wtedy, gdy pojazd jest w ruchu, nie gdy stoi. Skąd mogłam wiedzieć, czy pani z samochodu naprzeciwko nie postanowiła zrobić postoju tuż przy skrzyżowaniu? Powinnam pokierować panią, wskazaniem dłoni, wtedy ewentualnie otrzymałabym upomnienie za „kierowanie ruchem” Gdyby jednak opornie, nie była skłonna opuścić skrzyżowania, winnam powiedzieć: pani stojąca naprzeciw, zechciała zaparkować, ewentualnie maszyna odmówiła posłuszeństwa, nie korzysta tym samym z pierwszeństwa przejazdu, zatem opuszczam skrzyżowanie unikając powodowanie zatoru drogowego. Tak, teraz to mądra jestem!:)
Egzamin zdałam przy drugim podejściu. Nie obyło się bez małego zamieszania przy zjeździe z górki. Deszczowa pogoda,szyby zaparowane lekko, egzaminator wsiada i litościwie zagaduje o włączenie klimatyzacji. Oczopląsu nagle dostałam, pokręteł i przycisków więcej jakby było, niżeli chwile wcześniej:)
- moze uchylimy szyby? mam uczulenie na klimatyzacje?:) - wybrnęłam
Zdałam! Zdałam!!! I nie myślę, by był to fart albo przyjazne podejście egzaminatora.
Nie tylko zdałam, ale i potrafię sprawnie, bez dysonansu poruszać się po labiryncie warszawskim, co przed podejsciem na kurs, było dla mnie przerazające:/ Teraz, mimo przekornych
posądzeń, o "brawurę" przy prędkości 50 km na godz, uważam jednak, że nie jestem zagrożeniem ani dla siebie, swoich pasazerów, ani też dla innych uczestników ruchu. Wyuczyłam się przy dowodzeniu mojego instruktora, oczywiście:)Hm, do dziś wrzucam „kierunki” TEŻ na osiedlowym garażu podziemnym:)
Instruktor mówił: Masz dylemat, wrzucić kierunek, nie wrzucić? – WRZUĆ! Masz znak STOP zatrzymaj się, a nie „prawie zatrzymaj”. Pozostałe wskazówki będą tuż po ustaleniu wysokości honorarium za wykład:-)
Szerze polecam Q-Mobil a przyszłym kierowcom, zycze siły, pokory i cierpliowści całe mnóstwo a wiedzy oraz umiejętnościom uzyskanych na kursie, stanie się zadość :)
Pozdrawiam
Nel-ka
Egzaminator dość wiekowy. Najpierw męczył mnie dość długo przy płynach pod maską, w końcu odpuścił i po światełkach przyszedł czas na bezbłędny łuk. Następnie góreczka. Chyba nie byłem dobrze przygotowany do egzaminu pod względem psychicznym, bo dwukrotnie mi zgasł i zakończyłem egzamin na wzniesieniu. Z tych nerwów zapomniałem, że mogłem wyjechać na miasto, choćby tak sobie pojeździć za te niemałe pieniądze z egzaminu.
2. raz WYNIK NEGATYWNY WORD POWSTAŃCÓW ŚLĄSKICH
Egzaminator ponownie wiekowy. Tym razem znowu długie wałkowanie przy masce (jak ustawiamy samochód do sprawdzenia oleju? Jaki silnik zimny-ciepły? Czym sprawdzamy ten olej, chodziło mu o wskaźnik poziomu oleju? Nie bagnet? myślałem, że mnie obleje). W końcu jednak światełka, łuk i górka (za pierwszym razem mi zgasł, druga próba udana). Jadę na miasto. Egzamin zakończył się po jakiś 6,7 minutach. Powód: zamiast skręcić w lewo na skrzyżowaniu, skręciłem za wcześnie pod zakaz. Cofnąłem i wjechałem pod prąd (sam się z tego później śmiałem). Pewnie w tym momencie egzamin był już zakończony, ale jakby tego było mało podczas cofania nie spojrzałem w lusterko i prawie uderzyłem w skuter. Egzaminator zahamował i przesiedliśmy się. Dużo wstydu, ale cóż poradzić, niesamowicie mnie znowu nerwy zjadły chyba.
3. raz WYNIK NEGATYWNY POWSTAŃCÓW ŚLĄSKICH
Egzaminator dość młody (około 40 lat na oko). Tradycyjnie długie wałkowanie przy masce, ale jak poprzednio wybroniłem się. Światełka, łuk i górka (jak na ironię znowu za pierwszym razem mi zgasł i potrzebna była druga próba, udana). Byłem tak ucieszony z powodu zaliczenia tego placyku, że w euforii nie włączyłem świateł mijania. Egzaminator, tym razem bardzo w porządku, ze 3 razy się mnie pytał czy wszystko zrobiłem jeśli chodzi o przygotowanie pojazdu. Niestety nie przypomniałem sobie o tych światłach i zaraz po pierwszym skrzyżowaniu kazał stanąć obok. Powiedział, że nie może mi zaliczyć tego egzaminu. Podjechaliśmy na parking, zamieniliśmy się miejscami i wróciliśmy do ośrodka.
4. raz WYNIK POZYTYWNY WORD RADAROWA
Dość miałem już tego WORD Powstańców i za namową znajomego przeniosłem się na Radarową, jak widać z oczekiwanym skutkiemJ
Egzaminator: około 40 lat. W porządku facet jak się okazało. Maskę szybko otworzyłem i szybko zamknąłem, światełka też poszły szybko (nie wałkował tak ostro jak inni). Łuk, jak zwykle, bez problemu. Górka: tym razem udało mi się za pierwszą próbą (dziwne, na kursie nie sprawiała mi problemów, ale po tym pierwszym egzaminie gdzieś zadomowiła się w psychice i prześladowała). Jadę na miasto. Trasa bardzo przyjemna, pojechałem praktycznie idealnie. Raz tylko zatrzymałem się przed autobusem, myśląc, że wysiadają pasażerowie na przystanku. Egzaminator jednak spytał się, czemu nie jadę i zorientowałem się, że jednak powinienem jechać, bo to nie przystanek (zagapiłem się zwyczajnie). Kazał mi zaparkować przodem na parkingu (odstęp między samochodami był taki, że nie było problemu, miałem szczęście). Potem było już raczej nudno. Wszystko mi wychodziło, jechałem niemalże idealnie. Potem na samym końcu jeszcze manewr zawracania na skrzyżowaniu, (na szczęście jakieś za[ocenzurowano ]ie, brak samochodów). Poszło gładko. Gdy wjechałem do ośrodka, byłem w 70% przekonany, że zdałem. Trochę jeszcze zamotałem się na samym końcu na placu, gdy kazał mi zaparkować ,,L-ką" przy innej ,,L-ce" (prawie potrąciłem pachołek), ale na szczęście pan EGZAMINATOR nie miał o to pretensji. Wytłumaczył, co zrobiłem źle i ponieważ stwierdził, że ogólnie jeżdżę przyzwoicie to ,,puści mnie, niech mi się powodzi". I tym sposobem, z odrobiną szczęścia, zdałem ten cholerny egzamin i zakończyłem swoje męki. Życzę powodzenia innym a pana EGZAMINATORA pozdrawiam serdecznie (oby więcej takich egzaminatorów).